Powrót na Stronę Główną


1.
Wywiad Alicji Ewy Slomskiej, pt.
"Karol Chum o sobie i nie tylko",
materiał konkursowy
na Dziennikarza Obywatelskiego 2011,
opublikowany 30 grudnia 2011


Wywiad Alicji Ewy Slomskiej, pt. "Karol Chum o sobie i nie tylko",
materiał konkursowy na Dziennikarza Obywatelskiego 2011, opublikowany 30 grudnia 2011

NAGRODA: II miejsce w kategorii „KULTURA” Gala Centrum Nauki Kopernik Warszawa, styczeń 2012r.,
prowadzący m. in. Magdalena Chudzikiewcz, Marek Kondrat i Maria Seweryn.


Karol Chum, rocznik ’74, poeta, publicysta, dziennikarz, aktor niezawodowy, muzyk, informatyk z wykształcenia
… Chyba w takiej kolejności byłoby najlepiej. Niegdyś nazywałem się inaczej, ale to już historia. Chociaż pod innym,
dawnym nazwiskiem też kryje się sporo ciekawych rzeczy i sukcesów, w tym wydane książki, role filmowe, itd.
Mała ciekawostka - wiele osób myśli, że podpisując się Chum, podpisuję się nickiem. Nie, może to zabawne – ale samo słowo „chum”
ze sloganu języka angielskiego i krajów azjatyckich znaczy tyle co „kumpel”, ktoś bardzo bliski, taki więcej jak kolega.
W Polsce mówią „chum”, a w Wielkie Brytanii wymawiane jest jako „czam”. I jeszcze jedna ciekawostka. Karol Chum jak wiem,
jest wyłącznie jeden na świecie jak wynika przynajmniej ze statystyki sieciowej. Wszystkie więc drogi prowadzą do mnie,
gdy chce się mnie znaleźć. Poza spamem, rzecz jasna.


Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

Najmilej wspominam swoją babcię Alinkę, chociaż wychowałem się w trudnych warunkach, nawet w biedzie i w czasach,
kiedy o wszystko było trudno. Babcia zmarła w 1995r. jednak wciąż noszę jej żywy obraz w sobie. Nauczyła mnie chyba
szacunku do siebie i, co najważniejsze, największej miłości do ludzi.


Największe szaleństwo, które zrobiłeś lub chciałbyś zrobić?

Największym szaleństwem były dla mnie różne podróże po świecie, w najdziwniejsze miejsca przy zaplątaniu się w niesamowite historie i sytuacje,
też ryzykowne dla życia. Zdarzało się, że miałem je na włosku. Także za każdym razem największym szaleństwem jakie popełniam
to umiejętność mówienia ludziom wprost, co jest grane, co mi się nie podoba i czego wręcz żądam od nich, święcie przekonany, o tym,
że mylą się, a ja mam rację. Głównie dotyczy to spraw związanych z byciem gejem, kiedy w imieniu jakiegoś chłopaka pomagam mu
„załatwić” sprawę z rodzicami. Podkładam się i obracam świat do góry nogami, a później… już jest dobrze. Jestem mistrzem w tych kwestiach.
Mam kilkanaście istnień na sumieniu ku ich zadowoleniu. Zero wpadek. Psychologiczna perfekcja. To prawda, brak tolerancji,
to głównie niewiedza. Uważam, że przy dozie cierpliwości, każdy jest w stanie ogranąć to swoimi myślami. Warunek – myśli samodzielnie
i czuje samodzielnie, bez podszeptów, polityki, kościoła i sąsiadów. Czy sam się mylę? O, tak! Wielokrotnie.
Nawet mnie to nie dziwi, jednak w pełni biorę za to odpowiedzialność bez szukania winnych. Szaleństwo do zrobienia?
O, już miłość jest formą szaleństwa. Ty wiesz, ile trzeba mieć zaskakujących pomysłów na miłość by żyła, trwała i rozwijała się każdego dnia?
To naprawdę wyzwanie!


Błąd, którego nie popełnisz?

Trudno mnie wyprowadzić z równowagi, jestem ogromnie cierpliwym człowiekiem. Błędu, którego nie chciałbym popełnić
to stracić cierpliwości i stać się draniem, szczególnie, kiedy naruszany bywa mój mir domowy oraz mir moich najbliższych przyjaciół,
partnera, rodziny. W przypadku partnera i matki to rodzi agresję. Ukrytą, mściwą i wyrachowaną. Mnie można skakać po głowie,
pisać o mnie co się chce, ale jeśli wyczuję cień zagrożenia w stosunku do moich bliskich, to gotowy jestem pół świata przemierzyć
by dorwać kogoś. Nie liczę się wtedy z żadnymi konsekwencjami moralnymi i etycznymi. Prawa nie złamię, ale…
można mnie zapamiętać na długo. Straszna cecha, jednak od małego mam wbite w głowę silny instynkt obrony bliskich i zapewniania im
bezpieczeństwa. Może to choroba, a może przewrażliwienie.


Największe życiowe i zawodowe osiągnięcie?

Zawodowych nie liczę… Wciąż uważam, że pracuję. Opowiem o tym jak już zakończę pracę zawodową lub nigdy jej nie zakończę.
Poza tym jestem outsiderem z prawdziwego zdarzenia, zatem co jest u mnie pracą zawodową, a co pasją? Jest jedno życiowe osiągnięcie.
Największy dar jaki dostałem w każdym rodzaju osiągnięć. To umiejętność odnajdowania się w wielu, złożonych sytuacjach i budowanie
silnych relacji emocjonalnych z ludźmi, nawet pozornie obcymi. W przyrodzie nie posiadam naturalnych wrogów. Za każdym razem,
kiedy ktoś mówi mi, że przynoszę mu spokój, uśmiech i pomagam rozwiązać jakiś problem, to właśnie jest dla mnie największym osiągnięciem.
Czuję się potrzebny ludziom i uważam się za empatię. Nie co odmiennego, kontrowersyjnego, nawet tajemniczego,
ale za to w pełni akceptowanego przez otoczenie. Uwierz, po godzinie rozmowy ze mną „face in face” można niekiedy zacząć konie kraść.
Chwalę się tym, bo w naszych czasach istnieje problem z umiejętnością wyrażania siebie i swojego wnętrza, a także okazywania troski
o drugiego człowieka. Tak wolałbym być zapamiętany, a nie przez pryzmat swoich wzlotów i upadków lub plusów i minusów.


Poeta, muzyk, aktor, dziennikarz, felietonista, informatyk … kto jeszcze i co jest zawodem a co pasją?

Wszystko jest pasją, chociaż z wykształcenia jestem informatykiem i to znającym się za systemach zabezpieczeń bankowych i kryptografii.
Powinnaś jeszcze napisać, że selekcjoner śmieci na taśmie, specjalista ds. reklamy i marketingu, dyrektor technologii multimedialnych,
rolnik, a nawet zamiatacz ulic i drukarz. Życie bywało niekiedy zaskakujące.


Która z tych pasji jest Ci najbliższa?>

Wszystko, co związane ze SŁOWEM. Słowo ma moc i może rodzić pewne tajemnice. Fajnie jak o tobie mówią, ale… wolę jak mnie nie widać.
Mniej plotek, skandali, ulegania słabościom publicznym. A jeśli słowo bywa mądre, to nawet większy podziw i szacunek.
Wolę taką formę sławy, gdyby miała mnie dosięgnąć. Poza tym jestem z natury obserwatorem i myślicielem, chociaż niesamowitym gadułą.
To jednak pomaga mi w kontaktach osobistych z wieloma ludźmi. Chyba „medialnie” potrafiłbym jedynie odnaleźć się
w jakieś rozgłośni radiowej. Bo obok słowa, ważna jest przecież intonacja, akcent oraz forma przenoszenia. Staje się wtedy ono wyraziste w zamiarach.


Poznaliśmy Cię ostatnio jako wykonawcę, kompozytora, autora tekstów.
Dlaczego prawie 10 lat Twoja muzyka przeleżała w szufladzie? Skąd, w kim zrodził się pomysł na KAROL CHUM – MUZYK?

Dobre pytanie. Tylko jest małe „ale”. Karol Chum i jego muzyka w jasny sposób jest publicznie dostępna od kilku lat,
chociażby w sieci. Na wielu portalach została „spiratowana”, ale w końcu jest za darmo. Można znaleźć moje materiały sprzed 5 laty
i podpisane jako właśnie Chum, też materiały wideo. Na portalu Nasza Klasa od 3 lat działa mój Fan Club z ponad 800 członkami.
Chum pojawia się od dawna, „niestety” przy jego stylu życia nigdy nie pragnął ani kasy, ani sławy muzycznej i pewnie umrze biedny.
Poza tym obecna fala lubienia piosenek Karola Chuma to właśnie druga fala. Więc spokojnie przeminie. Na świecie i w Polsce jest wielu
wykonawców i zespołów, ale mało ludzi dobrego pióra. Na to stawiam. Nad tym muszę pracować. Do śpiewania niekiedy ma się
talent wrodzony, do pisania potrzeba lat pracy, doświadczenia. Pomysł zrodził się z tego, że ciągle ktoś chce moich piosenek,
więc zrobiłem kanał muzyczny na Youtube i info na Facebooku. I starczy. Zamierzam jeszcze umożliwić pobieranie plików oraz raz
na jakiś czas coś nowego podrzucić. Przypominam jednak, że nie będąc muzykiem, proces tworzenia jest dla mnie bardzo skomplikowany,
a 99 procent materiału powstaje w komputerze, partie głosowe to szczyt techniki oraz sposobów na znajdowanie miejsc,
gdzie to w ciszy zaśpiewać. Powiada się, że robię produkcje warte tysiące złotych, a tak naprawdę warte są tylko moich nerwów.
Zresztą ja nie mam głosu. Wszystko wymaga ogromnego wysiłku. Mam zakres pewnej skali głosowej, ale te wszystkie dźwięki
jakie wydobywam strasznie drą mi gardło. Są wyciągane siłowo. To dyskwalifikuje mnie do ciągłego śpiewania, chociaż komuś może zdawać się,
że idzie lekko. Piosenki powstają bardzo wolno, nawet po kilka miesięcy. Sukces, że w ogóle powstało ponad 200 kompozycji,
niekoniecznie śpiewanych przeze mnie, także przygotowanych dla innych osób. Występy? Bardzo rzadko.
Nie udzielam praktycznie żadnych wywiadów, „Kronikarz” to totalny wyjątek, na scenę wchodzę dosłownie raz na kilka lat,
czasami występuję kameralnie. To nie mój zawód, ale bardziej hobby i… nie lubię sceny, chociaż czuję się na niej swobodnie.
Dlaczego? Bo często w muzyce szuka się hitów, a nie twórcy. Ze sceną teatralną i filmową jest nieco inaczej. Tu mogę polemizować, czy czuję jakiś opór.


Nie masz głosu? Żartujesz?

Nie mam. Serio. Mam wieczną mutację. Rano mówię basem, wieczorem skrzypię, w środku dnia mam wysoki głos. Bez sensu.
Jak jestem zmęczony bełkotem jak bezzębny pijak. Zakres głosu jest taki, że inaczej śpiewam naturalnie, inaczej pod przymusem,
a jeszcze inaczej mówię w zależności od pory dnia. Podobnie jak nie znam też świetnie angielskiego. To są aktorsko wyuczane teksty, do perfekcji.
Gram też na fortepianie i czasami na gitarze, ale kompletnie nie znam nut. Klawisze fortepianu numeruję mazakiem, a nauki udzielał mi
jeden z byłych partnerów i to przez 3 lata. Gram z pamięci, wzrokowo. Więc mogę powiedzieć, że nie mam talentu, bardziej jestem jak automat
lub żywa „encyklopedia”, przekonywująca, ale sztuczna. Teksty są prawdziwe, moje, oddają ducha twórcy. Prawdziwe jest tam tylko słowo.
Muzyka to komputer w końcu. W komputerze mogę stworzyć ci symfonię, na żywo muszę patrzeć, gdzie palce stawiam.
Całkowicie inny sposób składania i montażu.


Za to chętnie mówisz o swoim życiu osobistym…

Chętnie? Wręcz przeciwnie. Pewnie masz na myśli fakt, że spokojnie mówię o tym, że jestem gejem. Mówię, ale w sposób naturalny,
nie biegam z tym po ulicach. Opowiadam tyle, ile wymaga tego sytuacja. Kiedy mówię, np. że „mój Rafał zrobił to, czy tam to”,
to co to ma z mojego życia osobistego? Tyle, że ktoś jest. A, że wynika przy tym, iż jestem gejem? Przecież osoby heteroseksualne
też mówią, że np. „moja Gosia zrobiła tak i tak”. Publicznej pornografii tym nie uprawiam. Wiesz, to może szokuje ludzi poniektórych
jeszcze w Polsce, która przez usta polityków mówi: „Mamy patent na światową moralność i etykę”. Jest przy tym zadufana w sobie,
ogłupiała i pełna bredni pseudo-naukowych, nie biorąc przy tym lekcji z europejskości i tego, jak ma się to u innych narodów
i dlaczego wszyscy tam żyją w miarę zgodnie. Nie wiem, po co jej Unia, skoro nadal myśli kategoriami wyłącznie polskimi.
Bo tradycja religijna i historyczna? Proszę cię, to nie cegła, której się już nie formuje. To żywy twór, ciągle obrastający nowymi rzeczami,
kwestiami, sprawami, jakie przechodzą na dalsze pokolenia tworząc nowy obraz tradycji i historii. A na marginesie, spójrz na Tomka Raczka.
Mówi o Marcinie, swoim partnerze, tak samo jak ja. Nie chowa go w szafie, nie udaje, nie kombinuje, ale zachowuje się naturalnie.
To jest ten model podejścia do życia jaki mi odpowiada.


Napisałeś ostatnio na Facebook’u: „Mówią, że miłość jest ślepa... Tak, jest ślepa. Ja mam wzrok (-)11.5, mój Rafał też jest trochę ślepy.:) „.
To jak jest z tą miłością? Zawsze jesteśmy ślepcami? Szukamy – znajdujemy i … dalej ślepota?

Miłość jest ślepa może w swojej pierwszej warstwie. Zwykle jest tak, że znajdujemy, a później mamy za mało i wszystko zaczyna się
od początku zamiast włożyć w to nieco więcej wysiłku. Niestety, wydaje mi się, że brak uregulowań prawnych w społeczności gejowskiej
pozwala gejom na „luzackie” bawienie się aspektami uczuć i tym, co razem ludzie osiągają na wspólnej drodze. To rodzi pewną patologię
emocjonalną już na samym początku uświadomienia sobie, że jest się gejem. Musimy kryć się i równocześnie wiemy, że jesteśmy bezkarni
względem partnera. Ja bywam ślepy, już tak mam. Im dłużej z kimś jestem, tym mniej widzę właśnie wad, ale przyznaję – mam bardzo
złożony charakter, dynamiczny, chociaż łagodny. Trudno mi dotrzymać kroku, ale jest coraz lepiej. Da się ze mną spokojnie żyć bezstresowo.


Piszesz też artykuły, chociażby dla „Kronikarza”. To dość trudne tematy. Wręcz nie na głowę każdego…

A na czyją głowę? To ludzkie tematy. Kościół, polityka, sprawy społeczne, obyczajowe... To leży w zakresie moich zainteresowań.
Zauważ, że głównie moimi ukrytymi bohaterami są zwykli zjadacze chleba, nie gwiazdy i celebryci. Jak już wspomniałem
wielokrotnie sprawy rozbijają się o nasze JA. Nie ma nic bardziej fascynującego jak zagłębianie się w ludzi i ich złożoność.
To dokładnie kwestie i sprawy, o które ocieram się codziennie i jak każdy. Może w nieco filozoficzny sposób, ale w końcu czuję się myślicielem.


Przyznam, że jesteś osobą nietuzinkową, ale powiedz kim są ludzie których cenisz?

Cenię ludzi prostych. Ludzi, którzy porzucają w rozmowie ze mną wszelkie kwestie zawodowe, kim są, co mają na swoim koncie, itd.
Chyba to mój plus, od pierwszej chwili rozmawiam z ludźmi tak, jak z przyjaciółmi. Pozwalają mi na pełen luz i sami są wyluzowani,
pozwalają sobie na zwierzenia, wiedząc, że zachowam to dla siebie i może im pomogę. Wykształcenie, wiedza… to nie wszystko.
Człowiek przekonuje mnie do siebie poprzez swoje emocje, uczucia, sposób wyrażania swoich myśli i szczerość. Cała reszta to tylko ramka.


Zatem jakich ludzi unikasz?

Nie unikam żadnych ludzi. Nie jestem mocarzem, ale kiedy muszę twardo staję naprzeciwko każdego człowieka.
W takich sytuacjach stawiam wszystko na jedną kartę. Zapewne postawiłbym i życie, gdybym musiał, gdyż to już miało miejsce i…
bałem się po fakcie, jak zagrożenie minęło. Taka spóźniona reakcja. Nie lubię za to emocjonalnych manipulatorów. Czuję to na odległość.
Na pewno nikt kto znęca się nad dziećmi lub wykorzystuje je seksualnie oraz pastwi się nad zwierzętami nie spotka się
z moją litością i zrozumieniem. Takich ludzi należy bezwzględnie karać i izolować od społeczeństwa. A ogólnie –
przeraża mnie ludzka głupota, która wynika z totalnej niechęci przyswajania wiedzy, jeśli ta jest w zasięgu ręki.
Tu niekiedy, brak mi argumentów i siły przebicia.


Różnica pomiędzy przyjaźnią a miłością … Odczuwasz ją, czy raczej obie stawiasz na równi?

Jest różnica, inaczej ogólne definicje uległyby zatarciu. Jednak przyjaźń i miłość mogą obok siebie współistnieć w stosunku
do tego samego człowieka. Przyjaźń, jak napisano w mądrych źródłach, jest formą bardziej neutralną i bezwarunkową,
nie ogranicza nas w działaniu, za to miłość wymaga sporo poświęcenia, kompromisów i nieco innych uczuć, też fizycznej bliskości.
Chyba, że zaczniemy analizować rodzaje miłości. Ta miłość „klasyczna” na pewno nie jest przyjaźnią samą w sobie, dokłada się do niej
ewentualnie przyjaźń, ale wiadomo też co ją zdominuje. No, ale jest też przyjaźń braterska, czyli taka super „kumplowska” na śmierć i życie.
W moim życiu osobistym staram się jednak stawiać granice. Z przyjaciółmi jako przyjaciółmi do łóżka na pewno nie chodzę,
ale za to chętnie płaczę i smarkam im w rękaw.


Czego nie znosisz w życiu?

Wiesz, nigdy o tym nie myślę. Biorę życie takim jakim jest. Żyję od jednej szczęśliwej chwili do drugiej. Zresztą życie
w przeważającej mierze składa się z przykrych doświadczeń i doznań, stąd żyjemy często dla tych paru szczęśliwych chwil,
jakie pozwalają nam przykrywać nasze smutne dni. Mnie to wystarcza od zawsze. W namacalnym świecie, nie znoszę zimna.
Jestem drobnym facetem, od razu szukam czegoś ciepłego. Gdybym mógł spałbym z kaloryferem w łóżku, nawet latem.
Jak byłbym wielką gwiazdą to w wymaganiach hotelowych byłby zapis: „zapewnić minimum 25 stopni w pokoju”.
Nawet w śnie mam odruch embrionalny, zwijam się w kłębek, szukam partnera obok i „zastanawiam się”
jak zabrać mu każdy stopień Celsjusza.


Skoro jesteś aktorem, to i pewnie w tej kwestii masz dużo do powiedzenia,
ale ja Cię zapytam tylko o ulubiony Twój film, film, do którego wracasz?

Oj, za dużo powiedziane. Aktorem niezawodowym. Sporadycznie, ale falowo. Też fotomodelem, jeszcze dodaj,
ale ta chwila już powoli mija z wiekiem. Zaskoczę cię, ale dużo oglądam starych filmów. Współczesne są rozrywką
i rzadko ambitne. Lubię odkrywać klasykę polską, nieme kino, także kino hiszpańskie, szczególnie Pedro Almodovar’a.
Bardzo trudne produkcje i wymagające skupienia. Poza tym jestem „dzieckiem”, ja naprawdę oglądam dużo filmów przyrodniczych i bajek.
To całkowita odskocznia od rzeczywistości. Zresztą, często można mnie „spotkać” na Naszej Klasie, gdzie z całym tabunem dzieci
i dorosłych gram w gry sieciowe dla rodziny. To naprawę wciąga i wkurza. Co ja tam przeżywam jak utknę na jakimś poziomie
a pomocy nie ma! Sprzedaję wszystko, nawet siebie. Pamiętaj, jak chcesz mnie tanio kupić, to w grze sieciowej.


Był już film, muzyka … to może jeszcze o Twojej ulubionej książce? Masz taką?
Czy raczej sięgasz po to, co akurat jest nowością wydawniczą?

A fotografia? To też moja pasja. A serio. Teraz będę egoistą. Moje ulubione książki, to książki popularno-naukowe.
Uczę się z nich wielu rzeczy w sposób luźny. Inne książki? Czasami czytam jak mi podrzucą, podobnie jak wiersze.
Generalnie nie czytam od lat. Sam tyle pisze, że całą wiedzę i doświadczenie biorę z życia. Książki mi w tym nie ułatwiają sprawy.
Mam zawsze przed oczami twardą rzeczywistość i to pozwala mi samemu tworzyć bez „wspomagaczy” literackich.
Z popularno-naukowych napisałem z siedem pozycji wydawniczych z dziedzin informatycznych i pokrewnych.
Chyba nie dla każdego, oczywiście debiut poetycki mam także za sobą.


Mam dla Ciebie jeszcze pomysł na jutro… Przeczytaj. To wiersz naszej redakcyjnej koleżanki Grażyny Gajowiak…
I teraz propozycja, napiszesz do tego muzykę i zaśpiewasz?

Znów za oknem pada deszcz

Oczy mokre u mnie też

Dusza płacze razem z aurą-

To listopad smutek wlał w nią

Długie noce, krótkie dni

Niespełnione marzeń sny

Filiżanka pękła też -

Tak jak dusza ranna jest…

Nawet, gdy posklejam ją

Już nie będzie znowu tą-

Piękną, gładką i bez rys

Pełnym blaskiem mogąc lśnić

Ustawiona gdzieś na półce -

Zakurzona będzie wkrótce

Czekać na swój lepszy czas,

Co przemija, bijąc w nas?


To jest realne. Nie obiecuję, że na już, ale po Nowym Roku skupię się nad tym utworem.
W ramach sympatii jaką darzę Grażynkę. Zresztą to wyrazista kobieta i… gadatliwa jak ja.

Twoja wielostronność zainteresowań jest przeogromna, ale powiedz czym w życiu kieruje się Karol Chum. Twoje credo życiowe?

Credo? Czy ja wiem? To znów szukanie złotej myśli, reguły…. Nie wiem, ale wciąż mam w głowie od lat myśl Św. Augustyna:
„KOCHAJ I RÓB CO CHCESZ”. Coś w tym jest. Ale co i dlaczego, nie wiem. W sumie faktycznie, zawsze kocham i zawsze robię co chcę.
Teraz już tak. Nawet jak coś muszę, to i w tym tkwi pewna moja chęć. Więc kto powiedział, że jako agnostyk nie mogę mieć creda życiowego,
którego autorem jest katolicki święty? Mógł je wymyślać każdy, ale wymyślił on.


Ostatnie pytanie. Kobiety w Twoim życiu.

Wiadomo – Mama. Generalnie w moim życiu jest masa kobiet. Mam z nimi doskonałe punkty zaczepienia.
Przeważnie dojrzałe, po przejściach, świetnie wykształcone, z dorobkiem zawodowym i z dużą wiedzą w głowie.
Są dla mnie autorytatywne i niejednokrotnie facetom powinno być przy nich wstyd. Ubolewam, że w XXI wieku
kobiety wciąż muszą prosić się o równouprawnienie. To patologia społeczna i samcze zdominowanie.
Co jakiś czas mówię o nich i wymieniam z nazwiska. Ciebie już wymieniłem, ale też na pewno moja kochana
Iza Trojanowska za rzucenie blasku na moje prawie całe życie i ona doskonale wie o tym i wcale nie o muzykę tu chodzi,
która jest genialna, lecz o siłę i hart ducha. Iza Leszczyna – poseł PO, za bezkompromisową postawę, niekiedy wbrew swoim kolegom,
Marysia Szyszkowska – za podobną wrażliwość na sprawy ludzkie, Helenka Szurmiej – aktorka i reżyser Teatru Żydowskiego w Warszawie,
za ogromny dystans do świata i luz w kontakcie z drugim człowiekiem, jeszcze Ada Biedrzyńska i Ewa Kuklińska.
Pierwsza za swoją ufność, która ją zgubiła w pewnym związku, ale pokazała mi jak wielka może być miłość i za swoją płytę,
którą kocham; ponadto mam jedną rzecz wspólną z Adą, o której nie wie – ją porwano, a ja w mniemaniu pewnego sprawcy
zostałem w młodych latach „zabity”, jednak po wielu miesiącach wygrzebałem się ze szpitala. A Ewę za wspaniałe role i klasę samą w sobie.
Żałuje niekiedy, że nie mam jak się wyrwać by je spotkać i uściskać. Nie jestem ich fanem w takim ogólnym znaczeniu,
raczej mam do nich stosunek empatyczny. Są dla mnie wielkie. Jak wspomniałem, mógłbym wymieniać je bez końca.
Więc są jakieś jednak autorytety u Karola Chum’a. Jednym słowem: Pewnym kobietom nie odmówiłbym niczego.


Hm ... Dziękuję :) I już na zakończenie - czego można Ci życzyć?

Jednej rzeczy, a właściwie nawet trzech: świętego spokoju, udanego związku i ciepła. Reszta jest dla mnie już osiągalna.


Z Karolem pogadała Ewa Alicja Slomska

https://www.facebook.com/ewaalicja.slomska


Źródło:

http://ewaalicjaslomska.blox.pl/t/296680/KAROL-CHUM.html


Inne źródła w temacie:

http://www.flop.lublin.pl/pages/posts/dobiegl-konca-konkurs-dziennikarz-obywatelski-2011-roku.-gratulujemy-zwyciezcom-203.php?p=675&g=0

https://usmiechsim.wordpress.com/2012/06/04/dziennikarz-obywatelski-2011/

http://w24pl.blogspot.com/2012/06/ela-wiejaczka-dziennikarzem.html


Powrót na Stronę Główną